środa, 2 stycznia 2013

Nowy Rok Nowe Wyzwania


 Widząc po ostatnich komentarzach wiele osób jest oburzonych lub nie zgadza się z moją opinią, o tym jak opisuję Polskę. Cóż, w październiku dało się odczuć wiele różnic między Azją a Polską. Podejrzewam, że większość reagowałaby podobnie lub tak samo, gdyby była na moim miejscu.
Po trzech miesiącach obraz naszej Polski zdaje się zmieniać, bynajmniej w moich oczach. Już nie ma takiej tragedii chociaż jest wiele rzeczy które irytują na co dzień. 

 Zastanawiamy się nadal, czy zostać w kraju, czy wyjechać. Taka decyzja zawsze niesie z sobą plusy i minusy. Niełatwo mi jest myśleć o tym, że miałabym wyjechać, zostawić tu rodzinę i znajomych. Niełatwo wyobrazić sobie inny dom, inną Ojczyznę. Jednak czasami realia zmieniają nasze poglądy i priorytety. Nie zawsze jest tak jakbyśmy chcieli, żeby było. Czas pokaże, Nowy Rok przed nami, możliwe, że czekają nas nowe wyzwania, decyzje.

Chciałabym Wam życzyć, aby ten 2013 Rok był lepszy od zeszłego, aby więcej Polaków się uśmiechało, było życzliwych w stosunku do siebie. Mniej jadu, więcej serca i zrozumienia. I żeby ten Nowy Rok przyniósł nam lepszą przyszłość dla nas i dla naszych rodzin, obojętnie gdzie jesteśmy.


środa, 24 października 2012

Szara polska rzeczywistość

Wczoraj minęły już trzy tygodnie jak wylądowałam znów w Europie.
 
Czas ucieka, a ja mogę powiedzieć, że powoli przyzwyczajam się do Polski i mentalności Polaków.
Wszystko od nowa, pierwsze dni były koszmarem, codziennie przytrafiało mi się coś dziwnego, irytującego, wręcz dołującego.
Ciężko było nie porównywać... A w Singapurze jest tak, a tam ludzie są tacy, życie takie...
 
I niestety Polska przegrywa po całości.
 
Już na lotnisku w Warszawie Pan z obsługi ściągnął mnie na ziemię i przypomniał jak "uprzejmi" tu są ludzie... Mój bagaż podręczny nie mieścił się w standardach Eurolot, czy jak to tam się to badziewie nazywa. I usłyszałam:
- To jest Pani bagaż podręczny? Pani sobie żartuje?
Odpowiedziałam uprzejmie Panu, że owszem to mój bagaż podręczny, z którym podróżuje z Singapuru i nie było problemu ani tam ani w Amsterdamie, gdzie miałam przesiadkę.
- I co ja mam w takim razie zrobić według Pana? - odpowiedziałam.
- No nic, damy go jako bagaż rejestrowany, ale następnym razem proszę o takich rzeczach pamiętać.
Następnym razem to napewno tymi liniami nie polecę... - pomyślałam, zostawiając już to dla siebie, nie ma sensu dyskutować i tłumaczyć.
Poza tym te kilkanaście godzin w samolocie zrobiło też swoje.
Okazało się, że nie tylko mój bagaż był za duży, bo większość pasażerów oddała bagaże przed wejściem na pokład samolotu.
Ale mi jako pierwszej zostało przypomniane - Halo proszę Pani, jest Pani w Polsce, musi się Pani dostosować do tutejszej mentalności. I proszę się nie uśmiechać, spoważnieć, a co najważniejsze poużalać się nad sobą i nad światem i wtedy będzie wszystko ok, zostanie Pani tu zaakceptowana, przyjęta spowrotem jak swoja.
 
Jest to przykre niestety i czasami myślę sobie: Po co żeś głupia wracała? Źle Ci tam było?
 
Zastanawiałam się co też zrobić z blogiem, skoro jak narazie zostanę w PL.
Myślę, że nadal będę pisać o Azji, szczególnie o naszej ostatniej podróży na Tajwan.
Także napewno jeszcze o mnie usłyszycie. Myślałam też, żeby zacząć pisać o Wrocławiu, ale gdybym teraz zaczęła, nie było by to pewnie nic miłego, także może trochę poczekam, przystosuję się, a wtedy może i uda się zobaczyć jakieś jasne strony.
 
 

sobota, 22 września 2012

Formuła 1 w mieście lwa

W ten weekend jak co roku organizowany jest wyścig Formuły 1. Prawdę mówiąc to już nie jest to samo jak jeździł Kubica, więc w tym roku sobie podarowaliśmy i śledzimy wyścig tylko na internecie.
Miasto opanowała masa turystów z różnych krajów, dlatego nawet nie próbowaliśmy zbliżyć się w okolice toru. 

Łunę otaczającą okolicę Marina Bay da się zobaczyć z daleka. Dla porównania: Natężenie światła z zastosowanych tutaj projektorów wynosi 300 luksów, a standardowe lampy z ulic Singapuru generują światło o natężeniu około 100 luksów.


Oświetlenie jest tutaj bardzo istotnym elementem, gdyż sam wyścig odbywa się o 20tej czasu lokalnego, gdy jest już całkowicie ciemno. Ponadto tor Marina Bay jest jednym z trudniejszych torów, a to za sprawą wielu zakrętów i szykan.



Rok temu wybrałam się na wyścig razem z koleżanką. Bilety kosztowały jakieś 270 SGD, a miejsca tez nie były rewelacyjne. Żeby móc coś zobaczyć, trzeba wydać kilka tysięcy dolarów, wtedy dostaje się lepsze miejsca, np. w okolicy pit-stopów.
Należy pamiętać o stoperach, bo natężenie dźwięku jest niewyobrażalne. Trochę dziwnie się tak siedziało na trybunach i za bardzo nie można było porozmawiać przez ten huk. 
Miałyśmy miejsca na trybunach boiska na Marina Bay, gdzie mogłyśmy zobaczyć chociaż przez chwilę bolidy, ponieważ musiały zwalniać na zakręcie.
W zeszłym roku wygrał Niemiec Sebastian Vettel, a najwięcej razy na tym torze zwyciężył Fernando Alonso.
Dzisiejszy finał zapowiada się interesująco, z pole position wystartuje Lewis Hamilton, a w klasyfikacji generalnej na prowadzeniu jest F. Alonso, który wystartuje z piątej pozycji.

W tym roku spotkała mnie mała niespodzianka. Byłam na zakupach na Marina Boulevard i zauważyłam grupę ludzi przed sklepem Puma. Przed wejściem stało dwóch ochroniarzy i nikogo nie wpuszczali do środka.
A w sklepie kupował sobie buty Fernando Alonso.
I tak oto zaoszczędziłam trochę dolarów, a spotkałam kierowcę F1 ;)
Ciężkie życie mają ci kierowcy jak nawet zakupów w spokoju zrobić nie mogą ...

Dzielnica biznesowa
Marina Bay Sands z bolidami po bokach i flagą Formuły 1 


Hymn Singapuru na rozpoczęcie wyścigu






czwartek, 20 września 2012

Kubły z Bronxu c.d.

Nawiązując dalej do miesiąca duchów, oto co działo się przy Orchard 15. września wieczorem:




Był to ostatni dzień miesiąca duchów.
Teraz wszyscy przygotowują się na tzw. Mid Autumn Festival.

sobota, 15 września 2012

Lekarze w Singapurze


W końcu mam 2,5 tygodnia wakacji, do czasu aż wrócę do Polski. Mój ostatni dzień pracy w Singapurze minął z zeszłą środę.


Dzisiejszy post postanowiłam poświęcić lekarzom, żeby przybliżyć Wam chociaż trochę singapurską służbę zdrowia.

Nie ma porównania; na tle Singapuru nasz NFZ wypada bardzo ale to bardzo blado.
Co chyba nawet tak nie dziwi.
Osobiście często korzystam z usług lekarzy, a to za sprawą bardzo dokuczliwej i męczącej choroby, na którą jak na razie nie ma lekarstwa- migreny.
Co prawda jest cała masa tabletek uśmierzających ból, ale nie o to tutaj chodzi. Wyeliminować migrenę jest bardzo ciężko.

Jak przyjechałam do Singapuru, przez pierwsze 3 miesiące, czyli okres próbny byłam zdana na siebie, jeśli chodzi o wizytę u lekarza. Musiałam sama opłacać zarówno lekarza jak i lekarstwa.

Po okresie próbnym, dostałam kartę medyczną, z którą było już łatwiej, bo pracodawca opłacał wszystko- wizytę, leki, badania.

Poniżej krótkie FAQ podsumowujące kilka istotnych faktów o tutejszej służbie zdrowia:

P: Czy trzeba wcześniej dzwonić i ustalać termin wizyty?
ODP: Nie, to nie jest koniecznie. Nigdy mi się nie zdarzyło czekać na lekarza więcej niż 20 minut, no chyba, że była pora lunchu, to trzeba było poczekać dłużej. O przerwach obiadowych można się dowiedzieć z internetu przed wizytą, żeby nie czekać za długo.

P: Jak przebiega rejestracja?
ODP: Jeśli ma się już wyrobioną kartę medyczną, pokazuje się ją i wypełnia stosowny formularz, jeżeli jest to nasza pierwsza wizyta w przychodni. Oczywiście trzeba zaznaczyć już na samym początku, kto będzie opłacał wizytę- pacjent czy pracodawca.

P: Do jakich przychodni można się zgłaszać?
ODP: Z tego co mi wiadomo, każy pracodawca ma przypisane różne przychodnie. Ja także miałam wykaz przychodni, do których mogę pójść, żeby dostać zwolnienie, które będzie akceptowane u pracodawcy.
Każdy pracodawca może mieć inną umowę z przychodniami lub inną kartę medyczną, dlatego konieczne są wykazy przychodni udostępniane pracownikom.

P: Jak wygląda przeciętna wizyta?
ODP: Wizyta jest zazwyczaj przeprowadzona profesjonalnie i szybko, oczywiście w języku angielskim. W moim przypadku chodziło zazwyczaj o wypisanie lekarstw lub zwolnienia. Także być może dlatego odbieram to jako szybką wizytę.
Lekarze są kompetentni, zadają rzeczowe pytania.

P: Jak jest z lekami? Gdzie się je kupuje?
ODP: I tu ze zdziwieniem zauważyłam, że leki wydawane są zaraz przy wyjściu od lekarza, w recepcji. Podaje się receptę recepcjonistce, a ona wydaje leki a także informuje jak je stosować.

P: Jakie są ceny za usługi, gdy nie posiada się karty medycznej?
ODP: Za samą konsultację płacimy różnie, w zależności jaką przychodnię odwiedzamy.
Ja zapłaciłam akurat 40 SGD za samą konsultację. Jeżeli chodzi o tabletki, to ceny są w normie (10 SGD Caffox, 20 SGD Naproxen Sodium).

Myślę, że za wizytę z lekami nie powinno się zapłacić więcej niż 100 SGD.

Całkiem inaczej sprawa się ma z dentystą, u którego za wizytę i leczenie kanałowe jednego zęba zapłaciłam całe 1000 SGD i to z własnej kieszeni, bo pracodawca tego nie pokrywa...

niedziela, 2 września 2012

Pokój z widokiem na ... Ferrari











Gdy zobaczyłam ten artykuł, zaczęłam się zastanawiać, gdzie takie coś wymyślili i w sumie się za bardzo nie zdziwiłam jak przeczytałam, iż taki apartament można sobie kupić w Singapurze.
Co czwarty Singapurczyk jest bogaczem i jedno super auto to nic, niektórzy posiadają takich kilka.
Takie auto kosztuje dobrą sumkę, dodając jeszcze do tego niebotyczny podatek jaki Singapurczyk musi zapłacić, sprowadzając taki samochód.

Niedawno powstał na Scotts Road nowoczesny apartamentowiec, gdzie swoje auto można bez problemu zaparkować w salonie, nie patrząc na to czy to 1wsze czy 30ste piętro.



Jako identyfikację właściciela pojazdu wykorzystuje się tu skan tęczówki oka lub odcisk kciuka.

Taki apartament kosztuje od 7,5 mln (dwa miejsca parkingowe) do 24 mln dolarów (miejsce dla czterech aut).

Oczywiście jak w każdym apartamentowcu ma się do dyspozycji przestronną i bardzo dobrze wyposażoną siłownię, basen oraz jacuzzi.

Basen na 55 piętrze w Marina Bay Sands powoli odchodzi w zapomnienie i już tak nie dziwi, gdy słyszymy o następnych innowacjach w tym ewoluującym mieście.

Byłam ciekawa jak takie autko trafia do salonu i wynalazłam dla Was takie oto wideo:




sobota, 1 września 2012

Kubły z Bronx’u


Gdy rok temu przyjechałam do Singapuru jedną z pierwszych rzeczy, na które zwróciłam uwagę była czystość na ulicach.

Tylko coś mi tu do końca nie pasowało, gdy zobaczyłam taki oto obrazek:



Bezdomni? Pomyślałam, widząc kilka kubłów w których się coś tliło. Ale jak to, po co im ogień skoro jest tu tak gorąco?

Nie wyglądało mi to również na kosze na śmieci, po prostu nie pasowało to tutaj do niczego.

Jak się później okazało, przyjechałam akurat w okresie Ghost Festival, czyli święta duchów, w którym to, według chińskich wierzeń, bramy piekła otwierają się na 30 dni i duchy przybywają na ziemię odwiedzając żyjących. Następuje to zawsze siódmego miesiąca, według chińskiego kalendarza.

Jest to święto ruchome tak jak Chiński Nowy Rok, ale w większości przypadków przypada na sierpień.

Aby zaspokoić pragnienia duchów, ludzie palą w specjalnych kubłach sztuczne pieniądze, rzeczy materialne- w większości wykonane z papieru.

Sztuczne pieniądze dla duchów


Przed domami wystawia się również jedzenie i picie, aby duchy nie były głodne.

Te dary zawsze umieszcza się na zewnątrz, żeby duchy nie wchodziły do mieszkań i nie niepokoiły domowników.




Organizowane są również specjalne festiwale zwane Getai, przypominające nasze festyny, gdzie występują różni piosenkarze lub zespoły, a widzowie tańczą, jedzą i śpiewają. Pierwsze rzędy krzeseł są puste; zarezerwowane dla głównych sprawców tego zamieszania- duchów.

Na osiedlach umieszcza się także ołtarze z podarunkami i odbywają się tutaj rytuały palenia darów, w których uczestniczą kapłani i mieszkańcy.


Myślę, że jest to bardzo piękna i unikalna tradycja, która niestety zaczyna powoli zanikać. Na ulicach widać przede wszystkim ludzi starszych lub w średnim wieku, którzy palą dary dla duchów.

Ludzie młodzi nie są raczej zainteresowani podtrzymaniem tradycji, bo kto by się przejmował jakimiś duchami, gdy jest tyle ważniejszych i ciekawszych rzeczy dookoła?

Smutne to, ale jak najbardziej prawdziwe.